Napisali

Pani Barbara

Władysław Cybulski, Dziennik Polski - Kultura, 6.03.2002

Kiedy ze sceny życia - mówiąc patetycznie, ale w odniesieniu do artystów określenie jest zasadne - zstępują głośne nazwiska i wielkie kariery, jeszcze długo rozlegają się echa wspomnień. W skromniejszym wymiarze bywa głucho, a wtedy robi się jeszcze bardziej melancholijnie. Zmarła BARBARA MUSZYŃSKA, na zawsze zamilkł jej głos. W nekrologu napisano: wybitna śpiewaczka, ale nie wdając się w oceny można postawić lepszą klasyfikację: była wokalistką bardzo popularną i lubianą w Krakowie.

Drogę do śpiewu otworzyła jej 16-taktowa partia... Staruszki w "Strasznym dworze" (akt II, w arii "Ciężko wam przy igle" - współczuła haftującym córkom Miecznika). Od r. 1948 związana była sercem i etatem z chórem Polskiego Radia w Krakowie, w którego zespole znajdował się swego czasu również jako chórzysta jej mąż, adwokat Leon Pantelewicz. Wykonywała muzykę klasyczną na koncertach kościelnych (np. Msza c-moll Mozarta), ale i awangardową podczas występów na Warszawskiej Jesieni. Jako solistka dała się poznać słuchaczom filharmonii w kilku miastach polskich.

Na piosenkę rozrywkową przyszedł czas w r. 1952, a stało się zgodnie z wszelkimi regułami w tej dziedzinie, mianowicie poprzez zastępstwo chorej koleżanki. Udział w czwórce radiowych rewelersów, potem - już solo - etap piosenek ludowych, balladowych i tzw. masowych ("O Nowej to Hucie piosenka"!), bo takie były ówczesne mody. Kiedy jednak w połowie lat sześćdziesiątych poprosiłem Panią Barbarę, by wystąpiła w programie telewizji krakowskiej, ślicznie zaśpiewała "Uliczkę w Sewilli", w której z wielką kulturą wokalną brzmiał jej piękny, ciepły alt.